Już wkrótce w naszej parafii odbędzie się wyjątkowe wydarzenie – święcenia diakonatu stałego, które przyjmie Bartłomiej Marczak. Zapytaliśmy go o drogę powołania, przygotowanie do święceń oraz to, czym właściwie jest diakonat stały. Poniżej publikujemy naszą rozmowę. Wkrótce ukaże się także rozmowa z Bernadetą - żoną Bartka.
Początek drogi
Jak wygląda dla Ciebie ten czas bezpośredniego przygotowania do święceń?
Początek roku był bardzo intensywny. Styczeń to ostatnie zajęcia formacyjne oraz egzamin ex universa. Luty rozpoczął się tygodniowymi rekolekcjami w Kokoszycach, potem złożenie wyznania wiary i przysięga wierności biskupowi i diecezji, wreszcie wspólne z żoną spotkanie z księdzem Biskupem Janem. Marzec rozpoczął się też intensywnie, bo to początek przygotowań organizacyjnych do Liturgii, w czasie której mam przyjąć święcenia. To marcowe tempo wynika trochę z tego, że chciałbym mniej więcej od połowy miesiąca skupić się już głównie na przygotowaniu duchowym. Mam nadzieję, że to się uda, tym bardziej, że część naszych znajomych zaoferowała pomoc w przygotowaniach, co z pewnością odciąży naszą rodzinę. Ale tak wewnętrznie to czuję duży spokój.
Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl o diakonacie stałym?
Hmmm... Konkretnie o diakonacie, to gdzieś na przełomie 2020 i 2021 roku. Najpierw to były myśli, potem pierwsze rozmowy z żoną, z ks. Piotrem Filipkiem, ówczesnym wikarym w naszej parafii, wreszcie z Biskupem Janem Wątrobą.
Czy był jakiś konkretny moment lub osoba, która szczególnie pomogła Ci rozeznać powołanie?
Jakiegoś jednego momentu raczej nie było. Był to pewien proces przemyśleń, modlitwy, rozeznawania. Co do osób, to w tych pierwszych tygodniach w rozeznawaniu czy to powołanie czy tylko własne widzimisię najbardziej pomógł mi wspomniany ks. Piotr. Choć prawda jest taka, że to rozeznawanie trwało niemal do końca formacji.
Jak wyglądała Twoja droga wiary zanim pojawiło się to powołanie?
Raczej "od zawsze" byłem gdzieś blisko Pana Boga. Okres szkoły średniej był czasem bardziej świadomego odkrywania tej relacji. Wtedy też "wkręciłem się" do Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej. Tam też poznałem moją żonę. Dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że w naszym spotkaniu Pan Bóg też "maczał palce", za co jestem Mu niezmiernie wdzięczny. W małżeństwie przez kilka pierwszych lat szukaliśmy naszego miejsca w Kościele, aż w 2010 roku trafiliśmy na rekolekcje Spotkań Małżeńskich. Jest to "nasza" wspólnota do dzisiaj. Spotkania Małżeńskie dzięki zasadom dialogu nauczyły nas jak rozmawiać ze sobą w małżeństwie, z innymi ludźmi ale też z Bogiem. Oczywiście jak chyba u każdego pojawiały się jakieś ciemne momenty w wierze ale zawsze wtedy dużym wsparciem dla mnie okazywała się moja żona, za co jestem jej niezmiernie wdzięczny. A potem chyba trochę przesadziła w swoich modlitwach za mnie bo moje powołanie do diakonatu początkowo bardzo ją zaskoczyło.
Czy decyzja o rozpoczęciu formacji była trudna?
Były pewne obawy, bo tak naprawdę oboje nie wiedzieliśmy "z czym to się je". Był też stres przed pierwszą rozmową z Biskupem, bo w tamtym czasie diakonat stały nie istniał w zasadzie na wschód od Wisły. Żebym mógł w ogóle rozpocząć formację musiało "się wydarzyć" wiele nieprawdopodobnych rzeczy: zgoda żony, wstępna zgoda Biskupa, zgoda ks. Strzelczyka (ówczesnego dyrektora Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej), opinia Rady Kapłańskiej w naszej diecezji, wreszcie dekret naszego ordynariusza o wprowadzeniu diakonatu stałego w Diecezji Rzeszowskiej. Ale Pan Bóg nie z takimi rzeczami sobie radził, więc skoro udało się ogarnąć wszystkie formalności, było to dla mnie dodatkowym sygnałem, że jest w tym jednak palec Boży.
Czym jest diakonat stały?
Czym właściwie jest diakonat stały?
Moja świadomość początkowo także była bardzo znikoma w tym temacie. Najlepiej chyba będzie zacytować to co znajduje się na stronie diakoni.katowicka.pl mianowicie: Najprościej ujmując diakoni stali to mężczyźni, którzy przyjęli pierwszy stopień sakramentu święceń nie jako etap na drodze do prezbiteratu, lecz by na stałe służyć ludowi Bożemu zwłaszcza poprzez: — posługę miłosierdzia (działalność charytatywna, społeczna itd.); — posługę słowa (głoszenie homilii, katecheza parafialna, grupy formacyjne, ewangelizacja); — posługę liturgiczną (asystowanie biskupowi i prezbiterom w czasie mszy św., przewodniczenie liturgii godzin, odprawianie nabożeństw). Diakoni stali są więc duchownymi, ale utrzymują się z pracy zawodowej i mogą mieć rodziny (założone przed święceniami).
Czym różni się diakon stały od księdza i od diakona seminaryjnego?
Od diakona przygotowującego się w seminarium do kapłaństwa to najbardziej tym, że diakon stały ma żonę i dzieci, a ten seminaryjny nie. Druga różnica jest taka, że w przypadku diakonów stałych pierwszy stopień święceń jest zarazem ostatnim i na resztę życia, natomiast w formacji seminaryjnej diakonem jest się przez rok. Jeśli chodzi o różnice między diakonami a księżmi, to patrząc na posługę przez pryzmat życia parafialnego, to diakon w odróżnieniu od księdza nie może sprawować sakramentów: Eucharystii (Msza Święta), Pokuty i pojednania (spowiedź) oraz Namaszczenia chorych. Pozostałe różnice wynikają bardziej z pewnych regionalnych "tradycji" bo jeśli chodzi o prawo kanoniczne, to poza wymienionymi wyżej sakramentami) diakon stały może pełnić te same posługi co ksiądz.
Jakie zadania może pełnić diakon w parafii i podczas liturgii?
W duszpasterstwie może na przykład pomagać w prowadzeniu grup parafialnych, przygotować do przyjęcia sakramentów (chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, małżeństwo), angażować się w działalność Caritas, odwiedzać chorych z Komunią Świętą, towarzyszyć w razie potrzeby w życiu duchowym. Jeśli chodzi o posługę związaną z Liturgią, to może czytać Ewangelię, głosić homilie, kazania, rekolekcje, udzielać Komunii Świętej, udzielać sakramentu chrztu, asystować przy zawieraniu małżeństwa, przewodniczyć wszelkim nabożeństwom, w tym także pogrzebowym. Może także posługiwać w kancelarii parafialnej, itp.
Dlaczego diakonat stały został przywrócony w Kościele?
Jak czytamy w Dziejach Apostolskich Apostołowie ustanowili pierwszych diakonów aby nie zaniedbywać głoszenia Słowa Bożego obsługując stoły (Dz 6, 2-7). Posługa diakonów była obecna w Kościele przez ok. 12 wieków, a zanikła głównie dlatego, że w średniowieczu zadania diakonów przejęły licznie powstające wspólnoty zakonne. Sobór Watykański II uznał, że powołanie do diakonatu w Kościele było od początku jedną z dróg realizacji powołania. Zresztą patrząc obiektywnie, to prezbiterzy (księża) pojawili się w chrześcijaństwie dopiero kilkadziesiąt lat po diakonach, a w pierwszych wiekach naszej ery, to diakoni często zostawali biskupami, a nawet papieżami.
Formacja i przygotowanie
Jak wyglądała Twoja droga przygotowania do święceń?
Ksiądz Biskup zdecydował o skierowaniu mnie na formację do Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej. Wielkie podziękowania w tym miejscu chciałbym przekazać ks. Grzegorzowi Strzelczykowi, który nie tylko zgodził się na przyjęcie mnie na formację ale także dostosował program formacji do moich możliwości logistycznych. Mój rocznik był jak dotąd jedynym, który wszystkie zajęcia miał w piątkowe wieczory i soboty, co ograniczyło moje wyjazdy do Katowic do raz w tygodniu. Wszystkie inne roczniki w odróżnieniu od naszego, miały cześć zajęć w poniedziałkowe popołudnia, ale dzięki temu zdarzały im się "wolne" weekendy w czasie formacji. Sama formacja zaczęła się w październiku 2022roku. Pierwszy semestr był to tzw. okres propedeutyczny, w czasie którego jeździliśmy do Katowic całą rodziną i wspólnie rozeznawaliśmy to powołanie. Następnie w lutym 2023 rozpoczął się trzyletni okres właściwego przygotowania do posługi diakona. W tym czasie mieliśmy zajęcia dydaktyczne, formacyjne ale także praktyczne. Jak już wspomniałem na początku formacja zakończyła się początkiem bieżącego roku egzaminem z całości teologii oraz tygodniowymi rekolekcjami.
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w czasie formacji?
Były momenty kiedy trudno było pogodzić moje wyjazdy do Katowic z życiem rodzinnym, szczególnie gdy na weekendach "zazębiały" nam się niektóre wydarzenia. Był to z pewnością także czas próby ale dzisiaj z radością mogę powiedzieć, że z perspektywy czasu oboje, z żoną doszliśmy do wniosku, że ostatnie trzy lata umocniły naszą relację małżeńską. Sporym trudem było dla mnie także przygotowanie się do egzaminów na koniec każdego semestru - raz, że ciężko było wygospodarować dodatkowy czas na naukę, a dwa, że po czterdziestce jakoś ta nauka nie szła mi tak łatwo jak w czasach szkolnych i studenckich. Pamiętam jak Dyrektor OFDSAK powiedział, że to jeden z etapów rozeznawania powołania, gdyż Kościół zakłada, że jeżeli Bóg daje powołanie, to daje także narzędzia do "zaliczenia" całego programu formacji. Coś w tym jest, bo tak sobie myślę, że własnymi siłami bym tego nie ogarnął.
Jak wyglądała formacja duchowa i teologiczna?
Formacja teologiczna odbywała się w zasadzie w całości podczas zajęć OFDSAK, natomiast formacja duchowa, to przede wszystkim comiesięczne spotkania i rozmowy z moim opiekunem duchowym, którym od początku jest ks. Jacek Szczęch (wieloletni opiekun duchowy kleryków w rzeszowskim WSD, a obecnie proboszcz parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Floriana w Rzeszowie), a także rekolekcje na poszczególnych etapach formacji.
Czy był jakiś szczególny moment, który zapadł Ci w pamięć?
Było wiele takich momentów i wiele sytuacji, które zmieniły moje patrzenie na świat, na życie, na wiarę. Nie potrafię dzisiaj wskazać jakiegoś jednego najważniejszego ale czuję ogromną wdzięczność, że Pan Bóg dał mi ten czas przygotowania do posługi diakona.
Życie rodzinne
Jak Twoja rodzina przyjęła wiadomość o powołaniu?
To pytanie powinno być chyba skierowane do mojej żony i dzieci ... A tak na poważnie, to początkowo było duże zaskoczenie. Moja żona początkowo podejrzewała nawet, że "ten pomysł" to początek kryzysu wieku średniego. Zresztą
nie ukrywam, że również i mnie to powołanie początkowo zaskoczyło. Później były długie rozmowy, wyrażanie wątpliwości i próby znalezienia odpowiedzi na nie, wreszcie ku mojej radości i wspólnej
uldze nadszedł czas akceptacji zarówno ze strony żony jak i dzieci.
Jak wygląda łączenie życia rodzinnego, pracy i powołania?
Ktoś kiedyś powiedział mi, że jeżeli Pan Bóg daje powołanie to daje także Łaskę do realizacji tego powołania. Kiedy czasami rozmawiamy z żoną o naszym życiu, to dochodzimy do wniosku, że tak po ludzku to nasze życie jest nie do ogarnięcia przez rozum. Czujemy, że każdego dnia otrzymujemy od NIEGO "pakiet" pozwalający nam ogarnąć kolejny dzień, a przy tym każde z nas czuje się spełnione, szczęśliwe i przekonane, że realizujemy nasze prawdziwe powołanie.
Czy to powołanie coś zmieniło w Waszym życiu?
Wszystko... Na szczęście na lepsze. Chwała Panu!!!
Bardzo Ci dziękujemy za twoje poruszające świadectwo rozeznawania powołania. Cieszymy się, że tak aktywnie działasz w naszej parafii i życzymy Ci, aby twoje dalsze zaangażowanie, już jako diakon, było nie tylko drogą do świętości, ale również źródłem prawdziwej radości.
Na koniec naszej rozmowy z Bartkiem warto dopowiedzieć, że historia tego powołania nie kończy się tylko na nim.
Już wkrótce opublikujemy drugą część wywiadu – rozmowę z jego żoną. To właśnie z jej perspektywy zobaczymy, jak wygląda droga do diakonatu „od środka” rodziny: od pierwszego zaskoczenia, przez czas rozeznawania i wspólnej formacji, aż po odkrywanie, że to powołanie dotyczy nie tylko jednego człowieka, ale całego małżeństwa i domu.
Będzie to bardzo szczere i poruszające świadectwo o zaufaniu Panu Bogu oraz o tym, jak diakonat może przemieniać codzienne życie rodzinne.
Już dziś zapraszamy do przeczytania tej wyjątkowej rozmowy.
