· 

Pan Bóg powołał całą naszą rodzinę - wywiad z Bernadetą - żoną przyszłego diakona

Po rozmowie z Bartkiem czas spojrzeć na tę drogę z innej, bardzo ważnej perspektywy.

Diakonat stały to nie tylko osobiste powołanie mężczyzny, ale także rzeczywistość, która dotyka całej rodziny – szczególnie żony. To ona towarzyszy w rozeznawaniu, przeżywa kolejne etapy formacji i współtworzy codzienność, w której to powołanie się realizuje.

 

Dlatego zapraszamy do rozmowy z Bernadetą – żoną Bartka. To szczere świadectwo o wspólnej drodze, odkrywaniu Bożego planu i o tym, jak powołanie może przemieniać życie małżeńskie i rodzinne.

 

Jak zareagowałaś, gdy po raz pierwszy usłyszałaś o tej decyzji?

Byłam mocno zaskoczona kiedy Bartek pierwszy raz wspomniał, że chciałby zostać diakonem stałym i w związku z tym myśli o rozpoczęciu formacji w Katowicach. Nigdy wcześniej o tym nie rozmawialiśmy więc byłam mocno zaskoczona kiedy zaczął mówić, że w sumie to on jest już zdecydowany i potrzebuje tylko zgody mojej i biskupa. Początkowo zaczęłam żartować, że to może "kryzys wieku średniego" i że w sumie lepiej, że poszło mu w tą stronę... Ale tak na poważnie, to poczułam obawę i lęk. Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem jego decyzja nie oznacza, że znudziła mu się już rola męża i ojca, i teraz zaangażuje się w coś innego, bardziej wartościowego i ważnego.

 

Jak wyglądała Twoja rola w czasie formacji?

Początek formacji to był okres propedeutyczny. Przez semestr jeździliśmy na zajęcia całą rodziną. Ja chodziłam z mężem na wykłady, dzieci spędzały ten czas w salce obok. To był bardzo dobry czas, podczas którego poznaliśmy inne rodziny, które rozpoczynały tą samą drogę co my, małżeństwa w których już od kilku lat mąż jest diakonem stałym, a także wykładowców, nie tylko kapłanów ale i osoby świeckie, których myślenie wbrew moim obawom nie było myśleniem klerykalnym i zamkniętym w konserwatywnych ramach, ale otwartym na ludzi i działanie Ducha Świętego. Okres ten pozwolił mi nie tylko zrozumieć czym właściwie jest diakonat stały, ale wprowadził w moje serce pewien spokój. Okazało się, że małżeństwo i rodzina to nie jest dodatek dla diakona, ale diakonat to kolejne powołanie po żonie i dzieciach.

 

Jak przeżywałaś moment wyrażenia zgody?

Od początku miałam przekonanie, że pomysł jaki zrodził się w Bartka sercu pochodzi od Pana Boga. Dlatego tym bardziej trudno mi było zdecydować czy się zgadzam czy nie. Brak mojej zgody oznaczał w moim przekonaniu powiedzenie NIE- nie tylko Bartkowi ale i Panu Bogu, a tego nie chciałam. Wiedziałam, że skoro On wybrał dla nas taką drogę, to jest to najlepsza droga jaką możemy iść. Równocześnie jednak pojawił się taki ludzki strach, że znowu wystawimy się na spojrzenia innych, i że każde nasze potknięcie będzie bardziej widoczne i bardziej komentowane. Jesteśmy już przed samymi święceniami, moja zgoda z każdym rokiem dawała mi coraz więcej spokoju i jakiejś takiej wewnętrznej pewności, że jesteśmy na dobrej drodze.

 

Czy ta droga wpłynęła na Wasze małżeństwo i rodzinę?

Zdecydowanie tak. Posługa diakona stałego dotyczy wprawdzie Bartka, ale dotyka ona całą naszą rodzinę. Bartek zawsze był bardzo aktywny i angażował się we wszystko, co tylko się dało, szczególnie poza domem. Formacja spowodowała jednak, że zaczął on bardziej zwracać uwagę na potrzeby naszej rodziny. Stał się bardziej uważny. Nawet dzieci zauważyły, że tata jest jakiś inny, bardziej zainteresowany ich sprawami. Stopniowo zmieniała się atmosfera w naszym domu. Pojawiło się więcej czasu spędzanego razem, więcej zrozumienia dla drugiego, więcej cierpliwości i spokoju. I dotyczy to wszystkich domowników, nie tylko Bartka. Każdy z nas przeszedł w tym czasie jakąś przemianę, bo wierzę, że Pan Bóg powołał całą naszą rodzinę, nie tylko Bartka i każdego z nas prowadzi własną drogą, która prowadzi do wspólnego celu.

 

Jak patrzysz na czas po święceniach?

Nie mam chyba jakichś wielkich oczekiwań. Cieszę się, że skończy się jeżdżenie Bartka co sobotę do Katowic, bo to było jednak męczące. Nie obawiam się już też, że zatraci się on w jakichś posługach na rzecz innych, bo wydaje mi się, że ten etap mamy już za sobą. Pan Bóg jest na pierwszym miejscu i u Bartka i u mnie i wiemy, że czasem trzeba zrezygnować ze swoich potrzeb na rzecz większego dobra, ale jednocześnie nie można zrezygnować ze swojego głównego powołania jakim jest małżeństwo i rodzicielstwo.

 

Jak chcesz wspierać męża w jego posłudze?

Przede wszystkim chciałabym aby wiedział, że jestem po jego stronie i popieram to co robi. Że jestem z niego dumna i czuję wdzięczność, że nasza rodzina jest taka jaka jest. Nie jestem w stanie pomóc mu w jego posługach, zresztą nie jest to moja rola, ale mogę go zawsze wysłuchać i wesprzeć dobrym słowem. Amen!!!

 

Na zakończenie chcemy z serca Ci podziękować za otwartość, szczerość i podzielenie się tak osobistym świadectwem. To wielki dar dla naszej parafii móc zobaczyć, jak Pan Bóg działa w konkretnym życiu i prowadzi drogą powołania.

Życzymy Tobie i mężowi, aby Pan Bóg umacniał Was każdego dnia swoją łaską, napełniał pokojem i radością oraz prowadził w tej pięknej drodze służby. Niech Wasze małżeństwo i rodzina będą miejscem miłości, jedności i żywej obecności Boga, a podejmowana posługa przynosi obfite owoce w sercach tych, do których zostaniecie posłani.

 

Zapewniamy o naszej modlitwie